“Ku pamięci” – od słowa do Internetu.

7 listopada 2016

Tytuł może trochę mylący ze względu na ostatnie święta, ale dziś będzie nie na temat naszych wspominek o Ukochanych Zmarłych, lecz o tym jak technika kształtuje naszą pamięć.

Inspiracja do tego wpisu był artykuł w Świecie Nauki z października 2016 Adrianny Ciążeli pt. “Internet wypiera ludzką pamięć” (Świat nauki 10/2016, s. 12). Amerykańscy naukowcy udowodnili, że wraz z rozwojem Internetu coraz częściej nie polegamy na naszej własnej pamięci, a korzystamy z witanych zasobów np. Wikipedii. “Chwila, chwila” pomyślałem ” przecież ja to już gdzieś czytałem. Ba! teza wyjętą wprost z mojej pracy licencjackiej sprzed 12 lat.”. Oczywiście w 2004 roku była to raczej śmiała ekstrapolacja myśli zaczerpniętej z eseju Herberta Marshalla McLuhana “Galaktyka Gutenberga” (McLuchan, E., Zingrone F. s. 140).

Kanadyjczyk ten znany jest przede wszystkim jako teoretyk komunikacji i wpływu technologii na nią, twórca pojęcia “Globalnej wioski”, wraz z Alvinem Tofflerem i Danielem Bell’em uznany za jednego z ojców teorii społeczeństwa post-industrialnego. Jako filolog interesował się głównie dziełami Jamesa Joyca.

McLuhan w swoim eseju przedstawił tezę, ze wraz z rozwojem techniki, a dokładniej info-sfery, coraz więcej informacji poświęcamy materialnym nośnikom – dla uproszczenia uznajmy świat wirtualny za rodzaj materialnego nośnika – niż naszej własnej pamięci.

Pierwszą rewolucją w przekazie informacji było wynalezienie mowy. Umożliwiała ona sprawne koordynowanie wysiłków grypy, przekazywanie informacji bieżących, jak i wiedzy potomnym.

Kultury pierwotne opierały się wyłącznie na przekazach ustnych, ze względu na brak umiejętności pisma. Siła rzeczy cała skumulowana wiedza społeczności musiała być zapamiętywana, to co zostało zapomniane i w ten sposób nie przekazane następnemu pokoleniu, można było uznać za stracone.  Doskonały trening pamięci, znacznie gorzej z rozpowszechnianiem wiedzy. Przekazania zapamiętanych informacji w sposób słowny jest niestety nietrwałym i mało efektywnym rodzajem przekazywania informacji, ze względu na swój zasięg przede wszystkim. Poza tym pamięć pamięci nie równa. Ulotną jest i ograniczoną. Nie można też pominąć ludzkiej, całkowicie niezamierzonej,  tendencji do zniekształcania zapamiętanych informacji.

Na ratunek przyszedł wynalazek pisma. Słowo pisane ma znacznie większy zasięg i trwałość niż ludzka pamięć.  Mam oczywiście na myśli wszelkie rodzaje notacji, nie tylko znane współcześnie książki, ale również wszelkiego rodzaju tablice kamienne/gliniane, zwoje,  węzełki, piktogramy itp. Zasięg? Dużo większy, wystarczy stworzyć wierną kopie lub kilka i w drogę. Trwałość? Dostępna ilość duplikatów, owszem podatna na celowe lub przypadkowe zniszczenie, diametralnie zwiększa szanse na przetrwanie zawartej informacji. Problemem jest konieczność, by odbiorca był w stanie odcyfrować zapis. W dawniejszych czasach umiejętność niezbyt powszechna a i teraz w wielu miejscach na świecie jest to niemożliwe.

Jak to się ma do naszego problemu zapamiętywania? Otóż, możliwość utrwalenia informacji “zwalnia” nas z konieczności jej zapamiętania. Nie ma takiej potrzeby, skoro możemy w dowolnym momencie odnaleźć źródło i sobie odtworzyć to co nam potrzebne. Też nie do końca. Musimy wszak pamiętać, lub dowiedzieć się, w jakim tomiszczu szukać. Druga kwestia jest przebicie się przez cały tekst, jeśli oczywiście wcześniej nie zaznaczyliśmy sobie odpowiedniego miejsca.  W późniejszych czasach wprowadzono bardzo przydatne indeksy. Nadal sporo zachodu, więc może lepiej zapamiętać? Owszem można i było to przez długi czas praktykowane. Nie mniej zapis zawsze był bardziej trwały i łatwiejszy do rozpowszechnienia i przekazania. Szczególnie, kiedy Europejczycy wprowadzili do użytku chiński wynalazek ruchomej czcionki. Wprowadzenie tej technologii znacznie zwiększyło łatwość kopiowania informacji i przekazów, poszerzając w ten sposób jej zasięg. Iluminowane i przepisywane ręcznie manuskrypty są oczywiście dziełem sztuki, niestety ich skopiowane jest niezwykle czasochłonne i podatne na błędy kopisty. Ruchoma czcionka a  później matryce drukarskie znacznie zredukowały czas i wysyłek potrzebny na wytworzenie nowej kopii, jak również zmniejszyła prawdopodobieństwo błędu. Oczywiście jeśli do matrycy nakładu zakradł się chochlik drukarski i pojawił się błąd był on powielany we wszystkich kopiach. Materialna natura takiej kopii znacznie utrudniała korektę, wymagała opublikowania erraty. Oczywiście kolejne wydania umożliwiały skorygowane właściwego tekstu.

Druk ugruntował z czasem swoja pozycje. Dystrybucja informacji z czasem przestała się ograniczać  do sfery religijnej i naukowej. Druk umożliwił rozpowszechnianie treści propagandowych, rozrywkowych, informacji na temat codziennych wydarzeń. Jego relatywnie niska cena pozawalała na coraz szerszy dostęp do wiedzy.

Na przełomie XIX i XX w. doszło do kolejnej rewolucji w przekazie jaka był wynalazek kina. Utrwalone na celuloidowej taśmie obrazy były znacznie bardziej czytelne i łatwiejsze w odbiorze dla masowego odbiorcy. Potem ruchome obrazki otrzymały dźwięk, a następnie kolor. Z czasem trafiły one pod strzechy, w postaci telewizora, jeszcze bardziej umasawiając odbiór informacji. McLuhan w swoim eseju postulował zaprzęgnięcie tego wynalazku w celach edukacyjnych. Jak się wszytko rozwinęło, wiemy doskonale.

W tym samym okresie swój rozkwit przeżywało również radio, do dnia dzisiejszego pozostające jednym z naczelnych mediów, choć i ono uległo z czasem cyfryzacji z zmianie formy.
Nie możemy oczywiście zapomnieć o pojawieniu się kolejnej formy utrwalania wiedzy, jaką był fonograf.

Czas płynął, pojawiły się kolejne ułatwienia w zapisie. W sferze audiowizualnej pojawiły się magnetowidy, umożliwiające w domowych warunkach odtwarzanie dowolnej treści zapisanej na kasecie magnetycznej. Sfera audio również powitała ten nowy wynalazek, kasety powoli wypierały popularne dotychczas płyty winylowe. Oczywiście nie do końca.
Informacja była coraz tańsza i bardziej dostępna. Druk, telewizja, VHS powalała na jej znacznie większa kumulacje niż do tej pory. Pamięć ludzka nigdy nie była w stanie przetworzyć takiej ilości informacji. Jednak dostępność, zwalniała nas z konieczności zapamiętywania coraz większej części danych. bardziej pożądana stawała się umiejętność analizy i syntezy danych, niż jej zapamiętania.

Największa jednak dotychczas rewolucją było pojawienie się komputerów. Początki oczywiście były trudne, olbrzymie maszyny, zajmujące całe pomieszczenia, były niezwykle powolne  jak na dzisiejsze standardy. Z czasem ulegały miniaturyzacji, ich możliwości przechowywania i przetwarzania danych coraz większe. Już w latach 60-tych XX wieku pojawił się zalążek dzisiejszego Internetu. Wraz z nim filozofia zdecentralizowanej sieci komputerowej, niezwykle odpornej na uszkodzenia, trwalej i pojemnej.

Popularyzacja tego medium w latach 90-tych XX wieku, stworzyła świat takim jak widzimy go dziś. Masowy i natychmiastowy dostęp do skumulowanej wiedzy zmienił człowieka po raz kolejny. Dziś wystarczy wpisać hasło w wyszukiwarce by znaleźć interesujące nas dane. Dostęp do wiedzy nigdy nie był tak łatwy.

W 2004 roku szerokopasmowy internet był już faktem, laptopy coraz bardziej dostępne i popularne,  istniał nawet radiowy internet choć był wolny i wadliwy, podatny np. podmuchy wiatru (nie żartuje, osobiście miałem takie problemy), acz posiadanie w kieszeni małego urządzenia umożliwiającego dowolny i nieograniczony dostęp do sieci i zawartych w niej informacji (lub oglądania śmiesznych kotków), w tamtych czasach nadal trącił science fiction. Dwanaście lat później dziwacznym wydaje się nie posiadanie takiego urządzenia.

Co to powoduje? Otóż według wspomnianego na początku artykułu, skoro dostęp do całości ludzkiej wiedzy mamy na wyciągniecie ręki, mniej mamy ochotę i odczuwamy potrzebę nauki i zapamiętywania. Nie dotyczy to jedynie wiedzy jako takiej, ale również spraw codziennych, jak np. numery telefonów do rodziny i znajomych. W efekcie smartfony i dostęp do Internetu stają się dla ans coraz bardziej niezbędne. Stają integralną częścią nas. Cytując McLuhana ”Człowiek, zwierzę wytwarzające narzędzia, czy to w postaci mowy, pisma czy też radia, długo zajmował się rozszerzaniem jednego lub więcej narządów zmysłów w taki sposób, że doprowadził do zakłóceń w funkcjonowaniu wszystkich pozostałych zmysłów i zdolności” (McLuchan, E., Zingrone F. s. 140).

W takiej sytuacji pamięć traci na znaczeniu, a coraz bardziej wymagane są umiejętności wyszukiwania pożądanych danych, ich rzetelnej, krytycznej analizy i syntezy. Jednocześnie upośledzamy nasze własne zdolności poznawcze z zakresu pamięci. Możliwe jest, że powoduje to osłabienie innych obszarów kognitywnych, takich jak wspominana zdolność do krytyki i analizy.

Ogrom otaczających nas danych spowodował, że zaczęliśmy się nimi dławić. Internet jest potężnym narzędziem, jednak strasznie zaśmieconym. Dostępne w nim dane często nie podlegają krytyce i zasadom naukowego dyskursu. To co stanowi jedna z podwalin i zalet ogólnej sieci komputerowej, czyli jej wolność i możliwość wypowiedzi każdego, jest tez jej największa słabostką. Coraz szybszy rozwój techniki powoduje, że nie jesteśmy w stanie jej sprawnie zasymilować do naszego życia. Czyżby kolejny teoretyk, Toffler, miał racje i znajdujemy się w stanie “technoszoku”?

Temat, mimo ilości czasu jaki mu poświęciłem nadal jest niewyczerpany i nawet moim zdaniem potratowany nieco po łebkach. Jeśli jednak pojawi się zainteresowanie, mogę postarać się dogłębniej naświetlić wspomniane kwestie.

Adam

PS.
Niniejszy wpis w żadnym razie nie pretenduje do miana naukowego opracowania. Starałem się co prawda być jak najbardziej rzetelny, nadal jest to jednak tylko wpis na blogu.
Źródła:
McLuhan, Marshall. 1962. “Galaktyka Gutenbrega” w: McLuhan, Eric. Zigrone, Frank. 2001. “McLuhan: Wybór tekstów” , s.136-209. Prószyński i s-ka.

Ciężala, Ariadna. Świat nauki 10/2016. s. 12, “Internet wypiera ludzką pamięć”.